Bycie osobą pracującą na co dzień z językiem ma pewne skutki uboczne. Należy do nich skłonność do odruchowego analizowania problemów tkwiących w tekstach i rozważania wszelkich możliwych rozwiązań – nawet jeśli nie jest się osobą odpowiedzialną za decyzje i wszystko zostało już ustalone.
📖 Jakiś czas temu trafiła do nas do korekty książka Matildy Gosling „Rodzicielstwo na faktach”. Był to poradnik o wychowywaniu dzieci, który stał się dla nas okazją do intensywnych rozmyślań nad kwestią wyboru między stosowaniem form żeńskich lub męskich w tekstach tłumaczonych na polski z angielskiego. W języku angielskim owo zróżnicowanie form nie występuje, przez co nie da się po prostu powielić decyzji autora czy autorki – trzeba coś postanowić samodzielnie.
💡 Czasami możliwe jest sformułowanie tekstu polskiego tak, aby całkowicie uniknąć stosowania jakichkolwiek form nacechowanych płciowo. To bezpieczna i wygodna strategia np. przy tłumaczeniu krótkich reklam, ale co z poradnikami, czyli całymi książkami, w których autor bądź autorka wciąż zwraca się wprost do odbiorcy? Na dłuższą metę używanie wyłącznie konstrukcji gramatycznych neutralnych płciowo brzmiałoby pewnie sztucznie.
W przypadku „Rodzicielstwa na faktach” można odnieść wrażenie, że każda dostępna decyzja jest niefortunna. 🔍
➡️ Tłumaczka książki Matildy Gosling wybrała formę żeńską, co da się odebrać dwojako. Z jednej strony można postrzegać to jako niezgodę na domyślne stosowanie formy męskiej przy zwracaniu się do osoby, której płci nie znamy, a więc jako decyzję o wydźwięku feministycznym. Z drugiej strony wygląda to nieco tak, jakby przyjęto stereotypowe, zakorzenione w patriarchacie założenie, że to matka (a nie oboje rodzice wspólnie, po równo) zajmuje się wychowaniem dziecka i na pewno to ona sięga po poradnik na ten temat. Z kolei konsekwentne stosowanie formy męskiej wiązałoby się z dokładnie odwrotnym problemem.
➡️ A gdyby zdecydować się na przeplatankę? Używać raz formy żeńskiej, raz męskiej? Na początku na pewno byłoby to dla czytelników dezorientujące, ale kto wie, może po jakimś czasie by się przyzwyczaili i przestali zwracać na to uwagę.
➡️ Co z liczbą mnogą? Można by zwracać się do odbiorcy per wy. W końcu książka została napisana z myślą ogólnie o rodzicach, a nie konkretnie o matkach czy ojcach. Przykładowe zdanie z poradnika mogłoby wtedy brzmieć następująco: „Jeżeli zastosowaliście ten sposób i to nie pomogło, nie martwcie się – mam dla was też inny”. Niestety po dłuższym zastanowieniu trzeba dojść do wniosku, że i ta strategia nie jest idealna, ponieważ oznacza pomijanie osób wychowujących dziecko samodzielnie, bez drugiego rodzica, a także części par jednopłciowych.
No właśnie. W mózgu osoby, która zajmuje się językiem zawodowo, cały tego typu proces analityczny zachodzi właściwie samoistnie. Taki umysł nigdy się nie nudzi, zawsze znajdzie sobie jakąś zagwozdkę do rozważenia, skoro teksty otaczają go ze wszech stron.